TA STRONA UŻYWA COOKIES. Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej...

Komentarze

Wszystkich komentarzy: 8782



Oberża Pod Psem (gdzie jeść)
<ursa major> w Pascal Travel Club od: 2014-08-30
Ocena: <ursa major>
dodany: 2014-08-30 00:44:23
Chyba musiało się tam pozmieniać od września 2013 ( odnosząc się do wcześniejszych komentarzy), bo będąc tam w te wakacje spotakliśmy bardzo miłych ludzi i zjedliśmy bardzo, bardzo smaczny posiłek. Pani która nas obsługiwała była uprzejma i pomocna, właścicieli nie mielismy szczęścia poznać. Wnetrza piękne, utrzymane w jednej stylistyce (co się nie często zdarza w polskich lokalach). Polecam głównie ze względu na pyszne jedzenie. Jedyny minus to ceny, ale ten kto gotuje w domu i stara się używać prawdziwych warzyw, owoców itp. (nie takich wyhodowanych na ligninie) ten wie ile kosztuje takie jedzenie.


Karczma Krzewi Róg (gdzie jeść)
<Marietta> w Pascal Travel Club od: 2014-08-05
Ocena: <Marietta> ?
dodany: 2014-08-27 21:03:47
Przejazdem byliśmy na obiedzie w tej karczmie. Jedzenie świeże, ładnie podane. Porcje dość duże jak za tę cenę, można naprawdę najeść się do syta. Polecam


Gospoda Bajka (gdzie jeść)
<Kokoszka> w Pascal Travel Club od: 2014-08-20
Ocena: <Kokoszka>
dodany: 2014-08-20 14:34:57
Byliśmy w gospodzie 15.08.2014 i niestety zgubiliśmy tam telefon komórkowy, który znalazł gość, odebrał połączenie (telefon leżał pod stolikiem, a my stale dzwoniliśmy) i powiedział, że oddaje telefon do bufetu. Kiedy zgłosiliśmy się do bufetu po odbiór telefonu Pan Kelner od razu, bez żadnego zażenowania zażyczył, żeby skoczyć mu do Biedronki po 3 Desperadosy. Ostatecznie zażądał 30 zł. GRATULUJE OBSŁUGI. Bo to, że "znaleźne" się należy to OK, ale cwaniactwa i pażerności nie akceptuję. Szczególnie, że to NIE OBSŁUGA ZNALAZŁA TELEFON!!!!!!!!!!!! Życzę obsłudze, żeby kiedyś znaleźli się po tej drugiej stronie i zostali tak właśnie potraktowani jak my.


Hotel Cztery Wiatry (gdzie spać)
<Duarte> w Pascal Travel Club od: 2014-08-19
Ocena: <Duarte> ?
dodany: 2014-08-19 12:27:03
Ładne położenie to jedyny atut tego "resortu" - szkoda, że goście mogą przekonać się o tym dopiero po zameldowaniu i uiszczeniu z góry opłaty za cały pobyt, co praktycznie uniemożliwia wcześniejszy wyjazd i poszukanie bardziej przyjaznego miejsca. Oferta gastronomiczna to porażka na całej linii - jedzenie jest po prostu ohydne (najtańsze wędliny i sery, warzywa z puszki i marynaty ze słoików, kotlety na obiad twarde jak kamień, zupa typu śmieciowego czyli gotujemy to co zostało z ostatnich dwóch dni i zaprawiamy ziołami, żeby było mniej czuć, a "zróżnicowana oferta" to wybór między ogórkiem i pomidorem albo ryżem i rozgotowanymi ziemniakami, albo brak wyboru w ogóle tzn. albo jesz taki kotlet jak podamy, albo komponuj sobie "obiad" bez mięsa ), do tego właściciele obiektu zarabiają dodatkowo na gościach nie oferując napojów do obiadokolacji i zakazując wnoszenia własnych. Herbata za 4 zł??? Za co, pytam? Za kubek wrzątku i torebkę Liptona??? Wyjątków nie ma nawet wobec dzieci - rodzice nie wniosą własnej butelki z wodą czy sokiem, bo natychmiast zwraca się im uwagę, że łamią regulamin obiektu i wyprasza. W czterogwiazdkowym resorcie!!! Dzieciak płacze, bo chce pić, nad nami pastwi się kelnerka że albo kupujemy coś na miejscu, albo ze swoją wodą wynocha, my w szoku… Interwencja na recepcji ucięta krótkim "taki mamy regulamin, macie Państwo obowiązek go przestrzegać". Masakra. To tyle jeśli chodzi o "przyjazne" nastawienie do rodzin z dziećmi, bo plac zabaw to absolutne minimum, a pozostałe atrakcje sportowe - wszystko dodatkowo płatne. Nie lepiej jest na basenie. Twierdzenie o wodzie o temp. 27 st.C to mit - jest lodowata. Nieco cieplej jest w jacuzzi, tylko szkoda, że wanna jest tak zdewastowana, że nie ma co liczyć na podwodny masaż. Większość dysz nie działa - ludzie wchodzą tam tylko po to, żeby się ogrzać. Pozostałe atrakcje sportowe słono płatne, o czym nie ma słowa na oficjalnej stronie "resortu" (dwucyfrowe kwoty za godzinne wypożyczenie rowerów czy kijków do nord walkingu to jakaś kpina z gości). Dla jasności: płaci się za większość atrakcji wymienionych jako wyposażenie obiektu. Sprzątanie pokoju podczas kilku dni pobytu ograniczyło się jedynie do wymiany ręczników - nie pojawił się nikt z odkurzaczem, nikt nawet nie przetarł podłogi w łazience ani nie umył toalety. WI-FI nie działa - internet radiowy jest tak słaby, że połączenie rwie się co kilka minut, a w godzinach "szczytu" w ogóle nie ma kontaktu z siecią. W weekendy hotel oferuje gościom tak fantastyczne rozrywki jak impreza firmowa i trwające jednocześnie wesele w przylegającej do obiektu sali - głośne disco polo i pijackie śpiewy gratis. Zejście nad jezioro strome i kamieniste - brak plaży - żeby z niej skorzystać, trzeba jechać na publiczne kąpielisko - dla młodszych dzieci stanowczo za daleko, żeby iść pieszo, więc siłą rzeczy trzeba uruchomić samochód. Hotelowy bar nie działa - jest zamknięty przez całą dobę, i to w szczycie sezonu!!! "Restauracja" (do wyboru trzy dania na krzyż, np. super oferta wymieniona osobno w karcie jako kierowana do wegetarian obejmuje dwie pozycje: "warzywa smażone na oleju" oraz "panierowany ser"- ceny dwucyfrowe) zamyka drzwi o 22:00. Po tym czasie nic do jedzenia ani do picia w tym SPA Resorcie się nie kupi. Pierwszy raz w życiu trafiłem do tak skandalicznie prowadzonego hotelu, do dzisiaj wstyd mi przed żoną i synem, że zafundowałem im takie "atrakcje". Wiele podróżuję po całym kraju i ten obiekt nie dorównuje rangą nawet niektórym hotelom dwugwiazdkowym. Kategorycznie odradzam - szkoda pieniędzy i nerwów.


Bar Pod Malwami (gdzie jeść)
<eseker> w Pascal Travel Club od: 2014-08-14
Ocena: <eseker>
dodany: 2014-08-14 12:41:58
Wraz z przyjaciółmi wybrałam się do baru pod Malwami, ponieważ wracaliśmy znad jeziora Solińskiego, byliśmy zmęczeni i głodni więc nawet się nie zastanawialiśmy żeby tam zajrzeć, oczywiście szukaliśmy dobrego taniego jedzenia... Do dziś żałuję, że tam w ogóle weszłam. Po 15 minutach od wybrania dania, dopiero mój chłopak musiał zaczepić kelnerkę która goniła tam i z powrotem do innych stolików przyjmować zamówienia (nawet do gości którzy przyszli później od nas) ale nie raczyła do nas podejść żeby przyjąć zamówienie. Drugi z kelnerów stał i przyglądał się nam, też nie podszedł by przyjąć zamówienie co lepsze wyglądał na wystraszonego jakby nie wiedział co ma ze sobą zrobić... Koleżenka która dostała jako pierwsza danie, musiała (tzn sama tak zdecydowała) zeby poczekać abyśmy mogli wszyscy wspólnie jeść posiłek, zeby pozniej jeden drugiemu "nie patrzyl w zeby". To był jej błąd za nim ja dostalam danie jej pierogi które zamówila, mozna bylo by podgrzać jeszcze 2 razy zeby były ciepłe. Dziwi mnie fakt, że kelnerzy zamiast obsłuzyć jeden stolik cały, pozniej kolejne, latali z tymi daniami za kazdym razem do innego stolilka. Po 30 minutach wyczekiwania gdy ja jako ostatnia dostalam posiłek (Koleżanka dostala swoje pierogi po 5 minutach) bardzo głodna chcialam jak najprędzej szkosztować dania, które mi podano. Tu też się zawiodłam. Zamówiłam Kotleta de'volaille+ziemniaczki+surówke z kapusty pekińskiej. Płacąc za to danie 23 zł bardzo mnie rozczarowało. Nie potrzebuje duzo, żeby sobie pojeść ale pierwszy raz zdarzylo mi się wyjść głodna z restauracji/baru/knajpy. Kotlet nie był najgorszy w smaku, ale był zupełnie pusty w środku, żadnego sera, masła czegokolwiek, a jego wielkość też była zadziwiająca, aż całe 4 kęsy zrobiłam zeby go zjesc ! ziemniaków też kucharze nałożyli jakby im mialo za chwile braknąć, natomiast surówke dostałam z bardzo dużą ilości wody, gdyby mi sie chcialo pić to z pewnością udało by się ugasić tą ilością pragnienie. Jedna z gorszych z miejsc w jakich byłam.


Karczma Karkonoska (gdzie jeść)
<Marietta> w Pascal Travel Club od: 2014-08-05
Ocena: <Marietta> ?
dodany: 2014-08-12 03:25:10
Serdecznie polecam. Od wejścia powita was miła i sympatyczna obsługa podając kartę i wskazując miejsce;) Schab przeplatany boczkiem w cenie bardzo przystępnej. Z mojej strony powrót jest już planowany, w karcie jest jeszcze kilka ciekawych pozycji do spróbowania.


Restauracja Delicja (gdzie jeść)
<Marietta> w Pascal Travel Club od: 2014-08-05
Ocena: <Marietta> ?
dodany: 2014-08-11 14:00:21
To miejsce idealne na kolacje ze znajomymi. Polecił mi je mój kolega i to on pierwszy raz zaprosił mnie tu na obiad. Atmosfera jest bardo miła i rodzinna. Serwowane jedzenie jest bardzo smaczne i świeże. Potrawy są doskonale skomponowane. Bardzo podoba mi się także wystrój restauracji. Właściciele to bardzo przyjaźni ludzie, którzy mają ciekawe pomysły na prowadzenie swojej restauracji. Rekomenduję to miejsce wszystkim, którzy lubią dobrze zjeść.


Restauracja Czerwona Róża (gdzie jeść)
<Marietta> w Pascal Travel Club od: 2014-08-05
Ocena: <Marietta> ?
dodany: 2014-08-05 15:10:07
22.03.2014 w Czerwonej Róży odbyło się nasze przyjęcie weselne. Pozytywne opinie gości tylko potwierdziły, że to był dobry wybór. Kameralna atmosfera, smaczne jedzenie, sprawna i dyskretna obsługa oraz elegancki wystrój - wszystko złożyło się na to że ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Polecamy również na inne uroczystości rodzinne.


Ośrodek Wypoczynkowy Mewa (gdzie spać)
<kwiatopof> w Pascal Travel Club od: 2014-08-02
Ocena: <kwiatopof>
dodany: 2014-08-02 12:07:10
Dodał bym więcej "przygód" jakie przeżyliśmy dzięki kierownictwu "Mewy" ale ogranicza mnie liczba długości komentarza i szczerzw to juz mi się więcej na ten temat nie chce nawet myślec!! Łukasz i Karolina


Ośrodek Wypoczynkowy Mewa (gdzie spać)
<kwiatopof> w Pascal Travel Club od: 2014-08-02
Ocena: <kwiatopof> ?
dodany: 2014-08-02 12:05:09
Witam, Nasze problemy zaczęły się na kilka tygodni przed terminem naszego ślubu, który odbywał się 2 Maja 2014. Otóż, pojawiły się pierwsze prognozy pogody na Weekend Majowy i doznaliśmy szoku… temperatura w nocy może spaść do nawet 0’. Po kontakcie z "Mewą" Kierownik zaproponował przeniesienie gości z kempingów do sąsiedniego ośrodka ze względu na brak ocieplenia kempingów i stosunkowo cienkie ściany. W tym samym momencie poruszyliśmy z Kierownikiem kwestię parkietu, który miał się znajdować w namiocie zewnętrznym oraz jego docieplenia w razie chłodnej nocy weselnej. Kierownik zaproponował zasłonięcie bocznych przewiewów (a nawet wspomniał, że ma specjalne zasłony) oraz wstawienie gazowych grzejników typu „parasol”. Na tym zakończyły się nasze rozmowy na temat chłodnego Weekendu Majowego a my zostaliśmy uspokojeni przez trzymającego rękę na pulsie Pana Kierownika. Na kilka dni przed weselem po odebraniu kilku gości weselnych z lotniska i przyjeździe do „Mewy” okazało się, że Kierownik „zapomniał napalić” więc w pokojach ośrodka było zimno (ok 10’) i nie było ciepłej wody co było dosyć uciążliwe no ale takie rzeczy się zdarzają. Następny „problem” wynikł gdy grupka przyjaciół zakwaterowana w jednym z domków zdecydowała się na otwarcie okien i przewietrzenie domku. Wieczorem gdy poprosili o elektryczny grzejnik Kierownik odmówił jego wydania gdyż niepotrzebnie „wywietrzyli” całe ciepło z domku. Gdy ja (Pan Młody) udałem się do Kierownika aby poprosić o grzejnik usłyszałem, że grzejnika nie wyda po czym Właściciel ośrodka odwrócił się i odszedł. Grzejnik udało nam się uzyskać kłamiąc Kierownika, że to do domku mojego Wuja. Kolejne „przygody” czekały nas już w dniu wesela. W związku z niską temperaturą w Weekend Majowy 2014 Kierownictwo zapewniło nas pomimo poprzednich wpadek, iż w dniu wesela na sali weselnej i w recepcji dzięki dużym kominkom będzie nagrzane a Pan Kierownik potwierdził, że na kilka godzin przed weselem zacznie ogrzewać namiot parkietowy gazowymi grzejnikami. Szok przeżyliśmy jako świeżo upieczone małżeństwo po przybyciu do „Mewy” gdy okazało się, że kominki są nie zapalone, grzejniki na korytarzach w ośrodku są zakręcone, kurki z grzejników usunięte a w namiocie z parkietem nie tylko nie ma żadnych ogrzewaczy gazowych ale brakuje również bocznych zasłon namiotu co oznaczało, że pomiędzy budynkiem ośrodka a namiotem była 1,5m przerwa. Zamiast zajmować się gośćmi biegałem po ośrodku spanikowany szukając Kierownika, którego nie udało mi się odnaleźć. Od razu po rozpoczęciu wesela poprosiłem obsługę, która twierdziła, że kierownik „gdzieś tu jest”, aby go do mnie poprosili oraz to samo zrobiłem gdy spotkałem Panią Kierowniczkę. Po obiedzie (ok 2 godziny od rozpoczęcia wesela) pojawił się Pan Kierownik lecz nie raczył do mnie podejść tylko zaczął rozpalać kominek na sali weselnej. Po poproszeniu Kierownika na „stronę” i zwróceniu mu uwagi na braki w ogrzewaniu (muszę przyznać, że byłem zdenerwowany i mój ton był raczej „żądający” natychmiastowej reakcji) usłyszałem, że „Mam się nie wpieprzać w prowadzenie ośrodka” po czym Kierownik znów odwrócił i odszedł gdy ja jeszcze mówiłem pozostawiając mnie kompletnie bezradnego. W tym samym momencie dowiedziałem się również, że Pan Kierownik kazał DJ-owi grać ze stanowiska przygotowanego z przykrytego obrusem stołu bilardowego (co wydawało mi się niczym złym w końcu stół to stół). Niestety to nie był koniec problemów z Panem Kierownikiem. Otóż po rozpaleniu kominka w sali weselnej (kominek na recepcji nie został rozpalony wcale) poruszyliśmy temat dogrzania parkietu. Kierownik oznajmił mi, że to nie ma sensu gdyż i tak nie ma bocznych osłon namiotu i całe ciepło by uciekło. Nerwowo pytając czemu nie ma bocznych osłon namiotu usłyszałem, ze nawet gdyby były to nie miał by ich kto założyć bo Kierownik zwolnił już pracownika technicznego (później okazało się, że owych osłon bocznych nie było wcale). Na tym etapie w recepcji spotkałem swoją kuzynkę z mężem z torbami w ręce, którzy zdecydowali, że „kolejnej nocy w tym zimnie nie wytrzymają”. Na tym etapie ok. godziny 17:30 po wejściu na salę weselną okazało się, że stoły są kompletnie puste (a powinny na nich stać domowe wędliny mojej Teściowej) po godzinie od interwencji w kuchni podano wędliny (następnego dnia okazało się, że Pani kierownik obsługę kuchenną wesela zamówiła od rana dnia naszego ślubu i nie dano im czasu na przygotowanie ani wspomnianych wędlin ani ciast, ani żadnych innych tradycyjnych dań, które zostały przygotowane przez nasze rodziny więc wszystko musieli robić na bieżąco). 3 godziny po mojej rozmowie z Kierownikiem zjawił się członek jego rodziny z 1 grzejnikiem gazowym (co utwierdziło mnie w przekonaniu, że Kierownik wcale nie planował ogrzać parkietu). Co do parkietu także pozostawiał wiele do życzenia, był przykryty wykładziną a pod nią deski ze szparami ok 0,5 cm co spowodowało wbijanie się obcasów pań i kilkoma wywrotkami. Na tym etapie DJ stwierdził, że z końcowego rogu namiotu nie jest w stanie prowadzić imprezy i poprosił kierownika o przeniesienie swojego stanowiska ku drzwiom przejściowym z sali weselnej do namiotu, odpowiedz Kierownika was nie zaskoczy „To stół do bilardu o wadze 150kg a ja nie mam pracownika technicznego więc się nie da”. Po prośbie DJa wraz z kilkoma kolegami przenieśliśmy stół. Niestety w namiocie było tak zimno, że oczepiny wytrzymali tylko najtwardsi (ok. 20 osób na 96 gości). Po poprawinach postanowiliśmy poprosić Kierownictwo o przeniesienie parkietu do sali obok sali weselnej (sala na, której bawić się może do 30 os.) na co odpowiedzieli, że jak sobie to sami przeniesiemy to oni nie widzą problemu. Tam kontynuowaliśmy zabawę, niestety kominek był jedynym źródłem ciepła a Kierownik zniknął i nikt do niego nie dokładał. Gdy spytałem obsługi czy mogą utrzymywać ogień w kominku odparli, że Kierownik im zabronił. Mojemu Teściowi nie zabronił więc on się tym zajął. Poprawiny zaczynały się o 14 i miały odbyć się w wiacie przy grillu ale w obawie o niską temperaturę poprosiliśmy o kontynuowanie imprezy wewnątrz budynku ośrodka. Kierownictwo pokazało wyraźnie, że zmiana repertuaru im się nie podoba ale się zgodzili. Już o 15 ponownie musiałem szukać jednego z właścicieli, tym razem Pani Kierownik (ona była odpowiedzialna za kuchnię). Obsługa zgłosiła, iż kończą się napoje gazowane (cola, sprite, które wg. umowy zapewniała "Mewa" w nielimitowanej ilości). Po zapytaniu Pani Kierownik po pierwsze mnie ochrzaniła, że to ona wynajmuje obsługę wesela i ja nie mam prawa z nimi konsultować żadnych spraw (poprzedniej nocy zapytałem ich czy nie będzie problemu poprawiny robić w środku co nie było dla nich problemem) a odnośnie napoi gazowanych owszem, kończy się „pula” i od teraz serwowane będą woda gazowana i soki. Już nie miałem siły się kłócić, po prostu powiedziałem Kierowniczce, że jest niepoważna. Na tym etapie obsługa kuchni sama do mnie podeszła i mnie przeprosiła, sami również powiedzieli, że pierwszego dnia Kierownictwo kazało im pracować od 6 rano gdy na kuchni temperatura wynosiła 3’ i zgadnijcie co… żadnego ogrzewania! Oprócz tego obsługa kuchni od 6 rano do 6 rano pracowała przy pierwszym dniu wesela, potem musieli sprzątać i przygotować śniadanie na 10 a od 14 mieć wszystko przygotowane na poprawiny, które miały trwać do 20. Jak sami stwierdzili „dlatego, że kierowniczka zatrudniła tylko 3 kelnerki na 2 dniowa imprezę dla 100 osób musiały one pracować bez żadnej przerwy przez 36h”. Zrobiło mi się ich naprawdę szkoda. Niestety to nie koniec „prezentów” od Kierownictwa. Ok. godziny 16 w poprawiny zjawiła się ich rodzina, usiedli sobie przed jednym z domków kempingowych gdzie opalali się do wieczora. O 18 podeszła do nas obsługa aby się…. pożegnać! Kierowniczka ich zwolniła „bo już nie będą potrzebni”. Już nawet do nich nie szliśmy i tak by to nic nie dało. Kierownik natomiast podszedł do mnie i zażądał przeniesienia stołu bilardowego tam gdzie był bo to my go przestawiliśmy. Wspaniały serwis!


Galerie klubowiczów

Ostatnio dodane galerie: